facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

W obiektywie pasji

Anastazja Miketa – absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, obecnie zawodowo zajmująca się fotografią i prowadząca własny sklep z akcesoriami ślubnymi. O swojej pasji, inspiracjach oraz losach absolwentki uczelni opowiedziała Małgorzacie Pabian.

MP: Jak potoczyły się Twoje losy po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Śląskim?
AM: Od momentu ukończenia studiów minęły dwa lata, a mam wrażenie, że cała wieczność. Zajęłam się głównie fotografią, miałam więcej czasu na rozwijanie swoich zainteresowań. Tuż po obronie pracy magisterskiej wyszłam za mąż, sprofesjonalizowałam działalność fotograficzną, a w dodatku zaczęłam pracę nad otwarciem sklepu internetowego z akcesoriami ślubnymi. Rok później zaczęłam też kurs trenera jogi.

Tyle zainteresowań z tak różnych dziedzin…
Nie umiem usiedzieć na miejscu zbyt długo, za dużo rzeczy mnie fascynuje.

Od jak dawna fotografia jest Twoją pasją?
Odkąd pamiętam. Fotografią zaczęłam się interesować podczas nauki w gimnazjum, robiłam zdjęcia na kliszy starym Zenitem. Weekendowo organizowałam sesje dla koleżanek, bardziej traktując to jak rozrywkę, ale wśród moich „klientek” była też świetna fryzjerka, która w zamian za zdjęcia robiła mi fryzury na wszystkie okoliczności. W liceum udzielałam się jako fotograf przy tworzeniu kroniki szkolnej.

Jak odkryłaś, że chcesz się zajmować fotografią zawodowo?
Zdjęcia robiłam od zawsze, jednak w tak młodym wieku człowiek nie myśli jeszcze kategoriami zawodu. Przez okres studiów marzyła mi się praca w telewizji. W TVP Katowice spędziłam kilka dobrych lat, ale i tam bardziej przyciągała mnie praca z aparatem, więc zostałam studyjnym fotografem przy programach. Kiedy pasja staje się zawodem, powstaje niezwykłe połączenie kreatywności oraz profesjonalizmu. Ktoś mi kiedyś powiedział: „przemień swoją pasję w pracę, a nie będziesz musiała pracować ani jednego dnia”. Zawód, który z niej płynie, daje ogromną przyjemność – motywuje i doładowuje, a nie zabiera siły jak rutynowe siedzenie za biurkiem (przynajmniej dla mnie).

Studiowałaś dziennikarstwo i komunikację społeczną – czy wiedza zdobyta podczas tych studiów przydaje Ci się w obecnej pracy oraz na co dzień?
W planie studiów na tym kierunku nie miałam żadnych zajęć związanych z robieniem zdjęć. Fotografia dziennikarska bardzo się strywializowała. Nikt nie zatrudnia fotografów etatowo, ponieważ są to zbyt wysokie koszty, podczas gdy każdy może „pstryknąć” coś telefonem. Dzięki studiom miałam jednak możliwość poznania ludzi ze środowiska telewizyjnego i dostać się do TVP Katowice, gdzie pracowałam jako fotograf.
Jedna z moich prac dyplomowych na Uniwersytecie dotyczyła również fotografii prasowej, pisanie jej dostarczyło mi sporej dawki wiedzy.

Czy prowadząc własną firmę doświadczasz więcej radości i niezależności, czy raczej trudności?
Ogromnym wsparciem przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej był dla mnie mój mąż, który wprowadził mnie w firmowe tajniki. Taka forma pracy ma ogromny plus, czyli niezależność – sama jestem sobie szefem i wszystko zależy tylko ode mnie. Nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co muszę robić. Mam swoją wizję i ją realizuję. Jednak żeby pracować legalnie, własna działalność jest konieczna, nie ma innej opcji. Istnieją pewne trudności przy prowadzeniu firmy ze strony formalnej, ale kto powiedział, że będzie lekko?

Fotografia ślubna stała się ostatnio bardzo popularna. Trudno się „wybić” w tej branży?
Żyjemy w takich czasach, że konkurencja na każdym polu jest duża, jednak nie ma się co zniechęcać. Ktoś, kto jest w czymś naprawdę dobry, poradzi sobie bez względu na warunki. Początki są zawsze trudne – nikt nie weźmie na swój ślub fotografa za 3000 zł, jeśli ten nie ma portfolio, nie ma czego pokazać. Warto najpierw angażować się w różne projekty fotograficzne, zdobywać doświadczenie, praktykę za mniejsze pieniądze. U dobrych fotografów nie znajdziesz wolnego terminu na ślub przez najbliższe dwa lata. Jeśli więc na rynek wchodzi ktoś nowy i równie dobry, ma ten przywilej, że nie brakuje mu czasu w kalendarzu. Ja jednak nie nastawiam się głównie na zdjęcia ślubne (jeżeli już, to tylko uroczystości plenerowe). Fotografia produktowa jest dla mnie świetna w swojej kreatywności, podobnie jak lifestyle’owa czy modowa. Przy tworzeniu brand booku dla swojego sklepu akcesoriów, przeprowadziłam kilka niesamowitych projektów fotograficznych z firmami działającymi w branży ślubnej. Funkcjonują one już od dawna, co dowodzi, że nie tylko początkujący biorą udział w czymś takim. Jeżeli masz co zaoferować, możesz liczyć na współpracę z największymi graczami na rynku. Kiedyś zapytano mnie, jak mi się udaje nie rzucić tego fotografowania, skoro „nie ma z tego kokosów”. Wywołało to moje zdziwienie, przez chwilę byłam wręcz oburzona. Jak można o czymś takim myśleć? Dlaczego miałabym pozostawić część siebie, coś, co uwielbiam najbardziej? Ze strony finansowej miałam to szczęście, że szkoliłam swój warsztat zawsze, również wtedy, kiedy mogłam sobie pozwolić na niski dochód z tej dziedziny – tak się działo w szkole i na studiach. Dlatego pozostawienie fotografii nigdy nie przyszło mi do głowy! Dzięki aparatowi poznałam także miłość życia – mojego męża. Poznaliśmy się w studiu TVP Katowice, gdzie fotografowałam co tydzień uczestników programu Forum Regionu. Mój mąż był jednym z nich. Ogólnie z fotografii są same plusy.

Kim z branży fotograficznej się inspirujesz? Od kogo warto się uczyć, naśladować?
Problem z autorytetami w fotografii jest taki, że wszyscy, od których chciałabym się uczyć, są albo bardzo daleko za granicą, albo nie żyją. Przez ostatnie dziesięć lat obserwuję twórczość Rosie Hardy (Wielka Brytania). Ona tworzy prawdziwą magię na zdjęciach.

Jakim sprzętem fotografujesz i co doradziłabyś osobom, które nie mogą od razu wydać fortuny na dobry aparat?
Rzeczywiście, sprzęt fotograficzny dobrej jakości potrafi być bardzo drogi. Koszt torby fotograficznej zawodowca może sięgać nawet 50 000 zł (trzeba tutaj doliczyć także domowe narzędzia do retuszu zdjęć). Jest to spory wydatek, z którym fotografowie muszą się liczyć, tak samo, jak klienci zamawiający sesje. Dlatego występuje duże zróżnicowanie cenowe na rynku – do ślubu można znaleźć fotografa za 500 zł, jednak powinniśmy sobie zdawać sprawę, z czego ta cena wynika. Z tego powodu bardzo irytujące jest pytanie „dlaczego tak drogo?”. W rzeczywistości, czas fotografa na sesji to tylko 20% zaangażowania. Cała praca zaczyna się po powrocie do domu. Musi on zgrać cały materiał na twarde dyski, żeby zdjęcia nie uległy zniszczeniu. Później następuje długa selekcja, wybór tych najlepszych kadrów. Obróbka kolorystyczna, dokładny retusz pojedynczych ujęć, następnie wgrywanie zdjęć na serwery i ewentualny druk albumu, fotoksiążki czy odbitek. Na końcu wysyłka. Praca nad jedną sesją zajmuje naprawdę wiele czasu, ale też wymaga dużych kosztów – sprzęt fotograficzny, komputerowy, abonament na programy graficzne, amortyzacja wyposażenia, karty pamięci, twarde dyski, druk zdjęć, strony przez które przekazuje się je klientowi, wynajem wnętrz, dekoracje, stylizacje… Do tego dochodzi czynnik ludzki – dojazd, czas osoby wykonującej zdjęcia. No i nie zapominajmy o podatkach – kwota zapłacona za zlecenie nie trafia w całości do fotografa. Żeby działać legalnie, odprowadzanie podatku jest konieczne, więc zostaje mu mniej więcej połowa kwoty.
Odpowiadając na pytanie, czym fotografuję – należę do drużyny Nikonowców, jest to aparat pełnoklatkowy. Większy problem mam ze „szklarnią”, czyli obiektywami. Dobre (to znaczy jasne) obiektywy z wysokiej półki są rzeczywiście bardzo kosztowne. Mnie udało się skompletować zestaw stosunkowo niedawno – jest to Sigma 24-35 mm 2.0, Nikon 50 mm 1.8, Samyang 85 mm 1.4 oraz Helios 44M. Zaczynałam swoją przygodę na obiektywach manualnych i bardzo ciemnych (przysłona <3.5). Jest to dobry sposób na uczenie się podstaw. Z jednym z nich, Heliosem, nie potrafię się rozstać do dziś.

Co powiedziałabyś tym, którzy są jeszcze zagubieni w swojej drodze zawodowej, wciąż szukają pasji?
Pasja ma to do siebie, że najczęściej jest w tobie od zawsze. Przez całe życie na swój sposób dojrzewa, szuka przejawienia się w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Jedno jest pewne – jeśli coś sprawia ci przyjemność, musisz to robić! Ogromnym jej plusem jest to, że pomimo trudności nie rezygnujesz. Nie rzucasz tego, co robisz i starasz się dalej, aż do skutku. W pracy, na samym końcu przynosi to sukces. Można powiedzieć, że pasja to klucz do niego. Jeśli o fotografię chodzi, najważniejsza jest praktyka. Żadne studia nie dadzą tego, czego nauczysz się sam. Studia wytłumaczą ci, w jaki sposób działa aparat, ale nie powiedzą, jak oraz kiedy go użyć. Oczywiście wiedza teoretyczna jest bardzo ważna i nie można jej lekceważyć – instrukcja obsługi aparatu ma być przeczytana od deski do deski! Tylko wtedy jest szansa na wykorzystanie wszystkich możliwości sprzętu. Później tak czy inaczej musisz się doszkalać samodzielnie poprzez internet lub warsztaty, żeby dowiedzieć się tego, co naprawdę potrzebne. Każdemu, kto chce rozpocząć swoją przygodę z aparatem, chcę powiedzieć: nie zwlekajcie! On nie gryzie i może stać się miłością na całe życie.

Fanpage’e Anastazji:
www.facebook.com/anastazjamiketafoto;
www.facebook.com/anastazjamiketabridal.



Tekst: Małgorzata Pabian
Fotografie: Anastazja Miketa

Post dodany: Kwiecień 11, 2019

Tagi dla tego posta:

#zdjęcia   fotografia   Małgorzata Pabian   pasja  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno