facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Perła w uszkodzonej muszli

Idąc ulicą, przechodzisz obok śmietnika, z którego wygląda nieco podniszczone, ale piękne pianino. Przykuwa twój wzrok, zatrzymujesz się. Co robisz potem? Pewnie mijasz. Są tacy, którzy w tej sytuacji zareagowaliby zupełnie odwrotnie.

Nigdy nie potrafiłam rozstać się ze starymi, niepotrzebnymi już przedmiotami. Czy to przez sentyment, czy to przez wychowanie, bolała mnie myśl, że mogą one trafić do miejsca dalekiego od ludzkiego oka, między odpadki, choć niektórzy zrobiliby jeszcze z nich pożytek. Jednak w świecie konsumpcjonizmu nie ma przyzwolenia na tego typu wątpliwości – jednego dnia kupujesz, by następnego wyrzucić i znów kupić, gdy dana rzecz przestanie ci się podobać. W efekcie rezygnujemy nie tylko ze starych bibelotów, ale też całkiem nowych akcesoriów, którym warto dać drugie życie.

Tę smutną rzeczywistość odkrywa wielu z nas, jednak dopiero Dominika Szaciłło, projektantka z Warszawy i pomysłodawczyni strony „Uwaga, śmieciarka jedzie”, była w stanie ją zmienić. A wszystko zaczęło się od wychodzącego na śmietnik okna jej mieszkania. Właśnie przez nie pani Dominika obserwowała, jak co dnia sąsiedzi pozbywają się przepięknych zabytków z okresu międzywojnia i PRL-u – mebli, ozdób, lamp. Ponieważ sama nienawidziła marnotrawstwa, postanowiła zabierać je do siebie, póki nie zabrakło miejsca w mieszkaniu. Brak przestrzeni na kolejne znaleziska i nowe krzesła ze śmietnika zmusiły projektantkę do publikacji ich zdjęć na Facebooku – wystarczyło zaledwie 15 minut, by ktoś z jej znajomych po nie przyjechał. Tak zrodził się pomysł założenia pierwszej grupy „Uwaga, śmieciarka jedzie”, której nieliczni najpierw członkowie podsyłali fotografie porzuconych przedmiotów z dokładną lokalizacją, a inni zabierali je do siebie. Oczywiście w pełni za darmo. 

Dziś ciężko już mówić o małej społeczności. Choć zasady działania „Śmieciarki” się nie zmieniły, zmieniła się ilość jej sympatyków. Wśród nich są wyznawcy myśli zero waste, designerzy i projektanci czy osoby, których nie stać na kosztowne wyposażenie mieszkania. Działają oni w niemalże każdym dużym mieście, a na Śląsku chociażby w Katowicach, Zabrzu, Jaworznie, Zawierciu, Częstochowie, Tychach oraz Rybniku. Spora część z nich publikuje potem zdjęcia przed i po renowacji znalezionych rzeczy. Efekty bywają piorunujące.

– Wykorzystywanie mebli pochodzących z drugiej ręki przestało być „obciachem”, wręcz jest mile widziane, również wśród celebrytów. Ostatnio jedna z aktorek pochwaliła się w mediach społecznościowych podłogą z mozaiki znalezionej na śmietniku – mówi Anna Dąbrowska, projektantka wnętrz. – Takie przedmioty mogą stanowić cenny element wystroju. Choć większość z nich jest zazwyczaj uszkodzona, w dobie marketów budowlanych i różnego rodzaju kursów odnawiania mebli odrestaurowanie ich nie stanowi problemu. Sama w poprzednim mieszkaniu znalazłam klasykę PRL-u, która teraz czeka na tapicerowanie. 

Ze względu na tak rozbudowaną działalność, na stronie „Uwaga, śmieciarka jedzie” uporządkowano zasady udostępniania i zabierania znalezisk regulaminem, by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ale i takie czasem mają prawo się zdarzyć. Co poniektóre bardziej wartościowe meble znikają po chwili, o inne trwa zażarta walka przy śmietnikach, a nawet na grupie. Mimo wszystko do podobnych incydentów dochodzi rzadko – sympatycy „Śmieciarki” stawiają na współpracę, nie rywalizację, dzięki czemu panuje wśród nich atmosfera pomocy i chęci dzielenia się przydatnymi informacjami, dotyczącymi na przykład technik renowacji. Wszyscy mają bowiem jeden cel – uratować od zapomnienia rzeczy, którym nie trzeba jeszcze odmawiać pamięci. W końcu… kto pierwszy, ten lepszy, byle nie śmieciarka!


Tekst: Katarzyna Smutek

Post dodany: 17 marca, 2020

Tagi dla tego posta:

architektura wnętrz   Katarzyna Smutek   lifestyle   moda   społeczeństwo   zerowaste  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno