facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Nieheteronormatywnie o normatywnym Śląsku

Berlińska Parada Równości, lip-sync battle w górniczym mundurze, Jean Genet. To zagadkowe zestawienie nie jest przypadkowe – okazuje się, że Śląsk jest bardzo „przegięty”.

7 lutego 2020 roku w kawiarni Black Woolf w Katowicach odbyła się dyskusja łącząca trzy światy i trzy oblicza społeczności LGBT – klubowo-performatywne, reportersko-studenckie i psychologiczno-prawne. Mam na myśli spotkanie o tytule „Mniej złości, więcej miłości – nieheteronormatywnie o Śląsku”.

Tęczowy aktywizm

Gościem specjalnym była m.in. Justyna Gwóźdź – studentka prawa Uniwersytetu Śląskiego i kulturoodkrywczyni, która zaprezentowała swoją wystawę zdjęć Marsz równości. Relacja Kato-Berlin, gdzie dokumentuje i porównuje obie imprezy. Pojawiła się też Sabina Kozińska – prezeska działającego na rzecz osób LGBT Stowarzyszenia Tęczówka, w ramach którego specjaliści udzielają porad psychologicznych i prawnych, a także prowadzą działania antydyskryminacyjne oraz edukacyjne w polskich szkołach (i nie tylko). Nie zabrakło też Pawła Świerczka – dramaturga i performera, związanego obecnie z multidyscyplinarnym projektem „Śląsk Przegięty” – którego celem jest opowiadanie nieheteronormatywnej historii naszego regionu i „queerowanie Śląska”. Jaka jest idea parad równości? Jak śląska społeczność reaguje na działania organizacji na rzecz osób LGBT? Czy w tym regionie potrzebne są w ogóle jakiekolwiek inicjatywy tego typu? Wreszcie – jaki był cel samego spotkania?

Berlin stolicą wolności

J. Gwóźdź opowiedziała o swoich doświadczeniach związanych z udziałem zarówno w katowickiej, jak i berlińskiej paradzie równości. Na swoich zdjęciach udokumentowała emocje i członków Marszu od wewnątrz, z perspektywy uczestniczki. Berlin fotografka traktuje jak stolicę wolności – miasto, w którym można być całkowicie sobą i pozwolić sobie na skrajny indywidualizm. Osoby, które nigdy nie maszerowały w jednej z parad równości mogły dzięki temu przyjrzeć się, jak impreza wygląda naprawdę – czyli od wewnątrz, ponieważ żadna zewnętrzna, utworzona w medialnej otoczce i z naciskiem na wywołanie sensacji narracja nie będzie w pełni oddawała charakteru zebrania. Goście spotkania zwrócili uwagę na to, że społeczność LGBT w każdym kraju ma dwa oblicza – widzialne i niewidzialne. Osoby, które lubią celebrować swoją tożsamość, uczestniczą w paradach równości nie tylko dla siebie, ale i dla tych, którzy wolą lub muszą pozostać w cieniu. Cel jest prosty – liczy się reprezentacja i widzialność, normalizacja zjawiska w oczach polskiej (i światowej) społeczności oraz empatyczny, obywatelski dialog społeczeństwa z politykami o problemach osób LGBT. Jednakże cel polityczny jest drugorzędny – najważniejsza jest solidarność. W Marszu uczestniczą nie tylko osoby nieheteronormatywne, ale także wspierające. Charakterystyczne dla parad równości są platformy – czyli pojazdy obwarowane manifestami, głośnikami, plakatami, wokół których maszerują uczestnicy w takt muzyki lub słuchają postulatów głoszonych przez osoby zbierające się na samym pojeździe. Zdarzają się platformy klubów muzycznych, jak np. katowickiego HAH-u, różnych partii politycznych czy też samego Stowarzyszenia Tęczówka – istotne jest to, że każdy znajdzie coś dla siebie. S. Kozińska stwierdziła, że katowickie parady równości są bardziej kameralne, bo zdecydowanie mniej liczne, niż np. oficjalny Marsz Równości w Warszawie – tam jednostka jest częścią tłumu. W 2019 roku w Katowicach pojawiło się 6000 osób – to dziesięć razy mniej niż w Warszawie. Ciekawe jest to, że w Berlinie było mniej uczestników niż w stolicy Polski – Sabina zwróciła uwagę, że w Niemczech równość małżeńska jest już faktem i ludzie czują mniejszą mobilizację i potrzebę do uczestniczenia w takich zbiorowych manifestacjach.

Białystok nową cezurą historii LGBT w Polsce

Katowickie parady równości są spokojne, co podkreślała prezeska „Tęczówki”. Współpraca z policją jest bardzo dobra, prosperuje także ta z miastami partnerskimi Katowic, głównie z Kolonią. Szczególnie napięta sytuacja była w 2019 roku, kiedy byliśmy świadkami agresywnej kontrmanifestacji na pierwszej paradzie równości w Białymstoku. Można powiedzieć, że białostockie wydarzenia stały się kluczowym momentem w historii LGBT w Polsce, przez co sytuacja osób nieheteronormatywnych stała się gorącym tematem w polskich mediach. Mimo wszystko, według Pawła Świerczka, obecnie żyjemy w czasach najbardziej sprzyjających dla osób LGBT, a Katowice są przyjaznym miastem dla społeczności.

Margines na marginesie

Ważnym tematem, jaki został poruszony na spotkaniu, była sytuacja dzieci i młodzieży borykających się z nietolerancją. Według Sabiny Kozińskiej osoby takie cierpią z powodu podwójnej alienacji – są wyobcowane politycznie ze względu na swoją orientację seksualną bądź tożsamość płciową i nieakceptowane społecznie, w domu lub przez rówieśników. W tym celu Stowarzyszenie „Tęczówka” zajmuje się pomocą prawną i psychologiczną dla osób LGBT. Podjęto dyskusję o stanie polskiej psychiatrii dziecięcej i jej dramatycznej sytuacji – brakuje personelu medycznego i miejsc w szpitalach psychiatrycznych, a na wizyty u psychologa w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia czeka się miesiącami lub latami. Co gorsza – ignoruje się lub wyszydza problemy dzieci i młodzieży nieheteronormatywnej. Wiele inicjatyw „Tęczówki” na rzecz akcji antydyskryminacyjnych zostało odrzuconych przez niektóre szkoły, a te, które się na nie zgodziły, spotykały się z nieprzyjemnościami ze strony organizacji przeciwnym osobom LGBT.

LBGT „na grubie”

Paweł Świerczek przybliżył działanie „Śląska Przegiętego” i opowiedział o zjawisku performance’u – uznaje ten rodzaj sztuki za możliwość ciekawego opowiedzenia historii dotychczas nieopowiedzianej. Organizowane są też lip-sync battles, zwane po śląsku – „haja na gymby”, niedługo ma być też wznowiona edycja „LGBT Film Festival”. Poza teatrem działalność Pawła można śledzić w Internecie – dzieli się wycinkami z gazet i ciekawostkami z queerowej historii Śląska. Ważną postacią na katowickiej scenie LGBT był Jean Genet – dramaturg, autor Dzienników złodzieja i wyoutowany homoseksualista, co było ważnym aspektem jego twórczości i życiorysu. Uwięziony został w areszcie na ul. Mikołowskiej w Katowicach za m.in. fałszowanie pieniędzy. Do dziś w tym miejscu organizuje się konkurs poezji więziennej, jednak, jak mówi Świerczek, nikt nie wspomina o jego orientacji i cenzuruje się tą „przegiętą” historię Śląska. Wśród publiczności pojawiło się pytanie – czy społeczność tego rejonu jest gotowa na „queerowanie”? W innych regionach Polski dominuje stereotyp Ślązaka – tradycjonalistycznego hanysa i hardej baby. Okazuje się jednak, że ,,gruby” mają w swojej historii także górników nieheteronormatywnych, a historia LGBT jest ważnym elementem kultury i krajobrazu Śląska. Niegdyś w Muzeum Śląskim można było znaleźć wystawioną suknię drag queen zrobioną z górniczego munduru. Nasz region okazuje się być kulturowo zróżnicowany, każdy znajdzie tu coś dla siebie. W dodatku kryje w sobie wiele mniej lub bardziej tęczowych tajemnic. Jeśli chcesz przyczynić się do „queerowania” Śląska – weź udział w kolejnej paradzie równości w Katowicach, która odbędzie się 5 września 2020 rok.


Tekst: Anita Głowacka

Zdjęcia: Katsiaryna Kalyska

Post dodany: 21 lutego, 2020

Tagi dla tego posta:

Anita Głowacka   Dyskusja   LGBT   relacja   Śląsk  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno