facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Himalaizm – w poszukiwaniu wolności

Musisz wiedzieć, co to jest głód. Musisz go przeżyć przez dzień, dwa, a nawet pięć, żeby wiedzieć, jak smakuje kromka suchego chleba. To jest szukanie smaku życia. Smaku naszego szarego życia – takie słowa padły z ust Jerzego Kukuczki w odpowiedzi na pytanie, dlaczego się wspina. Wśród Polaków żyjących w PRL-u panował głód wolności i właśnie dlatego polscy himalaiści byli świetni. W górach byli po prostu wolni.

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w komunistycznej Polsce, a każdy Wasz krok jest kontrolowany. Stajecie na głowie, by zapewnić swojej rodzinie dobry byt, a każde oderwanie od posępnej rzeczywistości jest jak głęboki wdech po zbyt długim przebywaniu pod wodą. Tym właśnie była wspinaczka dla tych, którzy ją pokochali – darem swobody. W górach człowiek może myśleć.
Kukuczka, Wielicki, Kurtyka, Cichy, Rutkiewicz, Czok i wielu innych wybitnych polskich himalaistów więcej czasu w ciągu roku spędzało w Azji niż w Polsce. Powód był prosty: tam znajdują się najwyższe szczyty świata.

Początki są zawsze najtrudniejsze
Przez dłuższy czas mekkę polskiego himalaizmu stanowił Hindukusz, a pierwsza polska wyprawa w Himalaje miała miejsce w 1939 roku. Jej celem był masyw górski Nanda Devi East (7434 m n.p.m.). Przełom nastąpił w 1966 roku, kiedy Jurek Warteresiewicz opublikował w „Taterniku” artykuł Himalaje. Z nami czy bez nas?. Był to niezwykle sprytny krok. Autor chciał sprowokować polskich wspinaczy do podjęcia ryzyka, bo wiedział, że mają szanse zapisania się na kartach historii. Tym, który odważył się podnieść rzuconą rękawicę był Andrzej Zawada. Polacy mogli zadać sobie pytanie: „Co nowego możemy wnieść w himalaizm? Większość szczytów jest już zdobyta, a my pozostajemy daleko w tyle za resztą świata”. Byłaby to całkiem dobra wymówka,
ale jednak znaleźli pole własnego działania – wyprawy zimowe i alpinizm kobiecy.

Polskie drogi w Himalajach
Najsilniejszy zespół wspinaczkowym tworzyli Jerzy Kukuczka i Wojciech Kurtyka. Byli, można by rzec, wybuchową parą. Kurtyka podchodził do gór z pewnym mistycyzmem, a Kukuczka po prostu realizował postawiony przed sobą cel. Jednym z ich największych osiągnięć jest trawers wszystkich trzech wierzchołków Broad Peak (8051 m n.p.m.) w 1984 roku. Jednak bardziej spektakularnego czynu dokonał Krzysztof Wielicki, który – podczas tej samej wyprawy – wszedł na wierzchołek Broad Peak od podstawy ściany i wrócił do bazy. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dokonał tego w czasie krótszym niż doba. Dla wielu z nas powodem do dumy jest ominięcie wyciągu i wejście o własnych siłach na Gubałówkę w Zakopanem, co niektórym zajmuje większą część dnia. Można powiedzieć, że nie należy porównywać ze sobą turystów, którzy dla przyjemności spacerują po górskich szlakach, z profesjonalnymi wspinaczami, ale czym dla nich jest wspinaczka? Przede wszystkim radością, bez względu na ryzyko. W tym samym roku Polacy wytyczyli nowe szlaki na Manaslu (8156 m n.p.m.) i Yalung Kang (8505 m n.p.m). Rok później Kurtyka i Robert Schauer sforsowali „Świetlistą Ścianę” Gaszerbruma IV(7925); jest to jedna z najtrudniejszych tras na świecie.

Wyścig po Koronę
Mimo złych skojarzeń rywalizacja wcale nie musi być zła. Wręcz przeciwnie, jest tym, co nas napędza i nie pozwala się poddać. Zdrowa rywalizacja przynosi piękne efekty. W himalaizmie też jej nie brakuje. Media na całym świecie śledziły kroki dwóch wybitnych wspinaczy – Reinholda Messnera i Jerzego Kukuczki – którzy walczyli o pierwsze miejsce w wyścigu po Koronę Himalajów i Karakorum. Niestety walka nie była równa. Gdy Polak zdobył swój pierwszy ośmiotysięcznik, Włoch miał ich już na swoim koncie sześć. Kukuczka był szybki i wytrzymały, ale nie miał tego co Messner – środków finansowych. Nic dziwnego, że wyścig zakończył się ostatecznie zwycięstwem Włocha. Kukuczka nie poddał się i rok później sfinalizował swój własny wyścig. Od przyjaciół w obozie otrzymał czternaście klusek śląskich z nazwami wszystkich ośmiotysięczników.
W krótkim czasie otrzymał też telegram od Messnera o treści Nie jesteś drugi, jesteś wielki!. Gest ten pokazał, jak wielkim szacunkiem Włoch darzył swojego przeciwnika, a przecież w rywalizacji jest to bardzo ważne. Obaj stali się ikonami himalaizmu i wzorem dla przyszłych pokoleń wspinaczy.

Kobiety w Himalajach
Przekonanie, że kobiety najlepiej czują się w domowym zaciszu, bez ingerencji w sprawy świata, nie jest niczym nowym. A jednak trzydzieści lat temu znalazła się grupa kobiet, która sprzeciwiła się wszelkim stereotypom i pokazała na co ją stać. Spośród wszystkich alpinistek wyróżniała się jedna, posiadająca silny charakter i nieustępliwa, Wanda Rutkiewicz. To ona zaczęła organizować kobiece wyprawy w najwyższe góry i to ona jako pierwsza Europejka i Polak stanęła na szczycie Mount Everest. Jako pierwsza kobieta zdobyła też K2. Wanda chciała być traktowana na równi z mężczyznami, nie dawała się podporządkować. Chciała być pierwszą kobietą na świecie, która zdobędzie wszystkie ośmiotysięczniki. Swój cel nazwała „karawaną do marzeń”. Zdobyła osiem z czternastu szczytów. Zaginęła w 1992 roku na ścianie Kanczendzongi (8586 m n.p.m), pozostawiając wszystkich z nadzieją, że może jednak zamieszkała w jednym z buddyjskich klasztorów, wolna od zmartwień.

Cena wolności
W starciu z górą człowiek od początku jest na straconej pozycji. Nigdy nie wie, czy bezpiecznie wróci do bazy, a jednak podejmuje ryzyko. Jest to swego rodzaju uzależnienie, bo kogoś, kto znajduje się parę metrów od szczytu, nie da się zawrócić. Kukuczka po zdobyciu Korony mógł przestać się wspinać, ale sami dobrze wiemy, że niełatwo porzucić to, co się kocha. Podczas
samotnych wypraw jesteś tylko ty, lina i poczucie wolności. W strefie śmierci myśli się tylko
o podążaniu w górę. Nie ma w tym nic skomplikowanego, a mimo to cena jest bardzo wysoka. Rodzinom w najgorszym wypadku pozostaje tylko wiara, że ich najbliżsi zginęli w miejscu, które kochali i które traktowali jak drugi dom.

Źródła:
T. Malanowski: Na szczytach świata. Jerzy Kukuczka;
P. Drożdż: Krzysztof Wielicki. Mój wybór;
A. Hajzer: Atak rozpaczy.

 

Tekst: Anna Gawlik

Artykuł pochodzi z magazynu „Suplement” (październik/listopad 2017).

Post dodany: 27 lutego, 2018

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno