facebook

Wpisz wyszukiwaną frazę i zatwierdź, używając "ENTER"

Dom zbudowany na piasku

Wyobraź sobie świat, który jest szary, którego kolory wypłowiały. Ludzie wokół Ciebie noszą te same ubrania, nie wolno Ci mieć żadnych rzeczy osobistych. Posiadanie marzeń jest dozwolone, ale liczenie na wsparcie innych nie ma sensu. Nikt się nie wyróżnia, wszystkie osoby to bezkształtna, bezimienna masa.

Brzmi niczym opis książki opowiadającej o świecie po zagładzie i jednostkach, które ją przetrwały, prawda? Właśnie z takim wrażeniem zderzamy się na samym początku musicalu Bezimienni w reżyserii Mariusza Kozubka, mimo że nie znajdujemy się w postapokaliptycznej rzeczywistości, tylko w sierocińcu podczas Wigilii…

Jakiś czas temu miałam okazję zobaczyć Bezimiennych. Przyznaję się bez bicia – poszłam na przedstawienie w ciemno, przyjęłam taktykę „nigdy nie byłam na takim wydarzeniu w Pałacu Młodzieży, dam się zaskoczyć”. W pierwszej kolejności dowiedziałam się, że wystawiający go Teatr Franciszka jest grupą amatorską i muszę powiedzieć jedno – gdy zobaczyłam scenografię, kostiumy, ustawienie aktorów, zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze usłyszałam – amatorską?

Niespodziankę stanowiła też ilość osób pojawiających się na scenie. Obsada była naprawdę liczna, dlatego na podkreślenie zasługuje fakt, że scenariusz został tak skonstruowany, aby każdy miał szansę zaistnieć. Na tym nie koniec – nieco bardziej spostrzegawczy widzowie na pewno dostrzegli chór, który został pięknie wpasowany w przestrzeń teatralną. Połączenie sił wokalnych chóru i aktorów dawało wspaniały efekt, ale, skoro mówimy o musicalu, muzyka to osobny temat.

Za nią odpowiadał Piotr Solorz. I tym razem dałam się pozytywnie zaskoczyć – zróżnicowanie utworów robiło wrażenie. W jednej piosence słyszeliśmy hinduskie nuty, chwilę potem dostawaliśmy żywy, momentami bluesowy bit, po czym znów następowała wolta muzyczna i cieszyliśmy się piękną interpretacją modlitwy Ojcze nasz. Podczas jednego z takich momentów dowiedzieliśmy się, kim była Czerwona Hrabina. Wtedy zaczęliśmy przypuszczać, że chłopcy nie śpiewają o postaci z legendy, ale o kimś coraz bardziej realnym i że to ona będzie miała wpływ na decyzje naszych bohaterów.

Pomimo tego, że spektakl Bezimienni jest musicalem, nie muzyka odgrywa w nim najważniejszą rolę (choć oczywiście nie umniejszam jej wagi!). Tutaj liczy się prosta opowieść kryjąca w sobie alegorię i uniwersalne przesłanie. Teatr Franciszka to zespół, który opiera swoje sztuki na historiach znanych z Pisma Świętego, ale Bezimienni stanowi ich pierwsze przedstawienie nie będące jego przekładem w skali jeden do jednego. Skrywa ono biblijne motywy czy nauki pod płaszczykiem przypowieści o dzieciach szukających swojej drogi, pragnących zrozumienia i miłości. Robi to w bardzo zgrabny i przyjemny do oglądania sposób. Jeśli więc jesteście zaznajomieni z treściami Pisma Świętego, bez trudu odnajdziecie konkretne motywy, natomiast jeśli nie – absolutnie nie będzie Wam to przeszkadzało w odbiorze sztuki.

Osobiście zachwyciło mnie przełamywanie poważnych scen komicznymi sekwencjami. W tym spektaklu pojawia się dużo humoru, i to humoru uniwersalnego – żarty są poprowadzone w taki sposób, aby trafiały i do najmłodszych, i do tych nieco starszych. Tutaj wielkie brawa należą się Karolinie Sobczyk i Szymonowi Domogale, którzy wypadli w swoich rolach świetnie i wnieśli wiele uśmiechu na widownię.

Można powiedzieć, że musical chce nam opowiedzieć o tym samych, znanych nam dobrze prawdach. Zanim jednak westchniecie ze znużeniem, pragnę Wam powiedzieć – tak, to są proste alegorie, znane motywy, kwestie banalne i oczywiste, ale wartości takie jak dobro, szacunek, wsparcie i zrozumienie drugiego człowieka nigdy nie przestają być aktualne czy nudne. Dlatego nie przewracajcie oczami i jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na Bezimiennych, to idźcie! Warto czasami sobie przypomnieć, ile jako ludzie mamy w sobie potencjału i że nie ma rzeczy, których nie możemy dokonać (tylko czasami potrzebujemy tej jednej osoby wskazującej nam drogę).

Tekst: Karolina Olma

Post dodany: Styczeń 17, 2019

Tagi dla tego posta:

Karolina Olma   kultura   musical   Pałac Młodzieży   recenzja   sztuka   teatr  

Używając tej strony, zgadzasz się na zapisywanie ciasteczek na Twoim komputerze. Używamy ich, aby spersonalizować nasze usługi i poprawić Twoje doświadczenia.

Rozumiem, zamknij to okno